Nie mogłabym pominąć dość ważnych informacji na temat opieki poprodowej w Holandii. Jak już wcześniej wspominałam przy opisie porodu, tutaj po porodzie ze szpitala wychodzi się tego samego dnia. Dlatego potrzebny jest ktoś, kto zajmie się kobietą i niemowlakiem.W Holandii taka opieka poporodowa nazywa się Kramzorg.
Kramzorg załatwia się jeszcze będąc w ciąży, ja w mniej wiecej 28mym tygodniu ciąży to załatwiałam. U położnej można dostać ulotki informujące o dostępnych ośrodkach Kramzorg. Ja zdecydowałam się na jeden który wydał mi się ciekawy, czyli Het Groene Huis. Zadzwoniłam do nich, powiedziałam kiedy jest spodziewany termin porodu i umówiłam się na pierwszą wizytę (ok. 2 miesiące przed porodem). Dostałam od nich również potwierdzenie listowne. Na pierwszą wizytę przyszła jedna z osób tam pracujących i mniej wiecej około godziny omawiała co należy mieć ze sobą, dostaliśmy cała listę potrzebnych rzeczy. Omówione zostały też godziny, ile czasu będzie przebywać pielęgniarka, jak długo i co należy do jej obowiązków. Oczywiście można było zadawać pytania.
Ważne jest też to że wymogami jakie trzeba spełnić, poza posiadaniem pakietu, są takie specjalne podstawki pod łóżko. Bo łóżko powinno być na wysokości takiej, że pielęgniarka nie powinna się nachylać podczas opieki. Podobnie jest w przypadku porodu w domu, również należy zaopatrzyć się w takie pachołki.
Kiedy zaczęłam rodzić i byłam w szpitalu, położna sama zadzwoniła do nich. Miałam ich wizytówkę i byłam poinformowana o tym, że jak zacznie się poród to wtedy zadzwonić do Kramzorg. Pielęgniarka przyszła mniej wiecej po godzinie od wykonanego telefonu i była obecna podczas porodu. Między innymi pomagała położnej, jak trzeba było coś podać, czy sprzątnąć. Później też ona ubierała dziecko i została z nami aż opuściłam szpital, po czym przyjechała za nami do domu po jakiejś chwili. W domu tego dnia została z nami dość późno, objaśniła jak zająć się dzieckiem. Zapoznała się co jest w domu, a nawet trochę przygotowała coś na kolację. Ona też pokazywała jak powinnam karmić. Wysyłała mnie do łóżka żebym odpoczywała.
Przez następnie cały tydzień przychodziła o 8mej rano i wychodziła ok. 16tej. Bardzo ciekawiło mnie co ona będzie u nas tyle czasu robić i jak to będzie wyglądać. Też zgodziłam się na studentkę, która uczyła się do zawodu. Każda wizyta wyglądała tak samo, robiła mi śniadanie. Jak tylko dziecko się obudziło, oglądała je, sprawdzała temperaturę, oraz kolor skóry - przystawiając do okna i ważyła. Później również mi sprawdzała temperaturę oraz puls ( patrząc na zegarek i przykładając mi palce do nadgarstka) i przez pierwsze dni oglądała czy rany poporodowe goją mi się prawidłowo. Głównym jej zadaniem było też pilnowanie i uczenie mnie jak powinnam karmić dziecko, doradzała, choć ostatecznie wyszło, że wezwałam na konsultacje laktatorkę. Miała także taki dziennik, w którym zapisywała karmienie, jaką dziecko ma temperaturę,wagę czy godziny karmienia. Również moje parametry zapisywała. Pytała jak się czuje, jak sobie radze w nowej sytuacji i na każde pytania starała się odpowiedzieć. Poza tym przygotowywała mi jakieś posiłki, czy owoce, podawała wodę pilnując żebym piła dużo. Oczywiście nie miałam co liczyć na ciepły obiad, bo tutaj jada się obiadokolację. Ale robiła mi kanapki czy jak poprosiłam o owoc to zawsze dostałam np. banana obranego już i pokrojonego, tak samo z jabłkiem. Nastawiała również pranie, składała później ubrania. Nie tylko dziecka ale również i nasze. Odkurzała podłogę, czy wyczyściła łazienkę i toaletę. Raz nawet mój chłopak baaardzo zmęczony porodem i tacierzyństwem wysłał kobietę do sklepu po zakupy. Co nie do końca powinno mieć miejsca, ale kobieta się zgodziła. Zresztą i tak, kiedy ja odsypiałam czy dziecko za wiele pracy w domu nie było. Kobieta nie sprzątała jakoś bardzo dokładnie czy żeby również sprzątać i porządkować nasze rzeczy. Bardziej zajmowała się podstawowymi czynnościami. Z praniem śmiesznie było, bo raz zdarzyło się że wyprała mi czysty ręcznik dwa razy. Ja mam osobny ręcznik do włosów i po praniu zawsze wieszam sobie w łazience, a że głowe myłam co 3 dni to nie zdążyłam jeszcze go użyć a ręcznik był wyprany ponownie.
Nie dała się kobieta wkręcić w mycie naczyń. Bo po kolacji jak wiadomo mieliśmy jakieś naczynia, ale chłopakowi nie chciało się ich myć, bo przecież rano przyjdzie pielęgniarka i może to zrobić. Ale jak po 2ch dniach ''odkryła'' zmywarkę to później już sama ją nastawiała.
Generalnie może i jest to fajne że przychodziła ta pielęgniarka i miała na oku jak dochodzimy do siebie po porodzie. Ale taka usługa nie jest bezpłatna, po jej tygodniowej wizycie , gdzie każda godzina była zaznaczona, musiałam zapłacić 260 euro. Co nie jest mała kwotą, a że moje ubezpieczenie nie pokrywało tego, musiałam zapłacic z własnej kieszeni. Dlatego wolałabym chyba zostać w szpitalu te kilka dni. Nie czułam się zbyt komfortowo gdy obca kobieta sprzątała mi w domu, a przede wszystkim było mi bardzo głupio prosić ją o cokolwiek. Pierwsze dni po porodzie ledwo chodziłam, ale chodziłam bo jednak te emocje i maleństwo, nie mogłam poprostu leżeć w łóżku. Po tygodniu kiedy już pielęgniarki nie było, przyjechali moi rodzice. No i jednak rodzice to rodzice, a szczególnie mama. Od razu też czułam się psychicznie lepiej, miałam z kim porozmawiać po swojemu. Nie musiałam mamie tłumaczyć co chce zjeść, mama sama poprostu przygotowywała coś do jedzenia. A po porodzie jakoś nie miałam głowy na tłumaczenie obcej osobie jakie mam nawyki żywieniowe, co lubie a co nie. Więc kończyło się na kanapce z serem. Czy tak samo jak z choćby z płatkami śniadaniowymi, jak poprosiłam to dostałam. Ale nie chciało mi się kobiecie tłumaczyć jakie lubię proporcje.
No i muszę powiedzieć że pielęgniarka była bardzo sympatyczna i cierpliwa. Mimo wszystko były pewne rzeczy które mi się nie do końca podobały co ona wymyślała. Np. ja miałam przygotowany taki rożek-kołderkę dla dziecka, no i czytałam i słyszałam od znajomych, że tak należy takiego noworodka ciasno owijać. Ona powiedziała że ta kołderka jest jakaś dziwna, że dziecko może się udusić. Więc ostatecznie dziecko w łożeczku przykrywaliśmy 3 kocykami polarowymi. Które wogóle nie były do tego przeznaczone. Od samego początku też dziecko spało wcale nie ściśnietę ciasno. Naprawdę nie rozumiałam tego. Nie miałam siły się kłócić. Czy tak samo, jak dzieciątku przez pierwszy tydzień musieliśmy zakładać czapeczkę. A że się okazało że główka była dość duża to mi zostały tylko dwie czapeczki, gdzie jedna miała sznureczki żeby zawiązać pod szyją, to kazała mi te sznureczki obciąć - bo dziecko może sobie zrobić krzywdę. Z racji tego że były problemy z karmieniem, to mówiła żeby nie dawać dziecku smoczka. Nawet nie wspomniała o tym jak pozbyć się ciemieniuchy, a ja zastanawiałam się dlaczego dziecko ma ciągle taką łuszczącą skórę. Nie wiedziałam do końca o co chodzi, dopiero mama mi wytłumaczyła i oczywiście znalazłam informacje w internecie. Pierwsza kąpiel po porodzie odbyła się dopiero na trzecią dobę po porodzie. Ale zaraz po porodzie dziecko zostało wytarte, ponoć nie powinno się tak od razu noworotka myć z racji tego, że jest to taka bariera ochronna dla dziecka. Nie pamiętam już dokładniejszych powodów. Również nie było mowy o żadnej pielęgnacki pępuszka dziecka. Poprostu pępek odpadł i się niczym go nie smarowało. Podobnie też od pielęgniarki nic nie słyszałam jak obciąć dziecku paznokcie. A ja poprostu się bałam, bo były takie maleńkie i cienkie. Dopiero moja mama jak przyjechała, bez żadnego strachu obcieła małej paznokcie.
Najgorszym w całej sytuacji było dla mnie też to, że mój chłopak cokolwiek co powiedziała pielęgniarka uważał za święte. A ja nie miałam nigdy racji ( według niego ), dopiero jak potwierdziła coś pielęgniarka.
I jak się później okazało mogliśmy dziecko w rożek zawijać, a nawet potem, jak się okazało że dziecko krótko śpi zarówno w dzień jak i w nocy to lekarka po 2ch miesiącach dopiero nam pokazywała jak zawijać dziecko. Nie wiem czy było to przyczyną tej bezsenności, czy coś innego ale takie zabiegi, kiedy dziecko już nauczyło się spać z rączkami i nóżkami wolno, wcale nie pomagały. Doprowadzały tylko do płaczu i irytacji maleństwa.
Na koniec napiszę co wchodzi w skład pakietu Kramzorg. Tutaj takie gotowe pakiety można dostać np. w Etos lub Kruidvacie. Ale kosztują one około 40 euro. Ja spisałam sobie z takiej paczki co będzie mi potrzebne i kupiłam wszystko w Polsce, gdzie za całość zapłaciłam jakieś 70-80 zł. Z czego oczywiście nie wszystko było aż tak pilnie potrzebne.
1.Podkłady higieniczne. Miałam dwa opakowania podkładów o różnych rozmiarach i jedną taka większą folie. Przydały się jeszcze przed porodem, w razie gdyby odeszły mi wody w łóżku, tak aby nie przemoczyć materaca.W zasadzie dobrze że to miałam ale za wiele się nie przydały. Później używałam żeby podłożyć dziecku na materac.
2. Majtki poporodowe. Takie specjalne z siateczki. Ja dostałam też jedną parę w szpitalu i ostatecznie używałam tylko 2ch par. Szybko można je przepłukać i są wygodne, bo nas nic nie uciska.
3. Wata. Z waty korzystało się głównie do przemywania termometru.
4. 2 termometry - jeden jest dla dziecka a drugi dla mamy.
5. Spirytus 60 %. Nie do końca wiedziałam do czego się to przyda, ale ostatecznie okazało się że przemywaliśmy termometry po każdym użyciu.
6. Gazy wyjałowione. Takie przydały się tylko raz, kiedy ściągano mi szwy.
7. Podpaski poporodowe 2 szt. Przez pierwszy tydzień bardzo się przydawały, za każdym razem po dwie używałam, także dość dużo ich poszło. Później, jak mi się skończyły korzystałam z takich dużych podpasek bez skrzydełek z Belli, a jak te się skończyly, po około 2ch tygodniach już zwykłych podpasek. Także dobrze mieć ich trochę.
8. Pieluszki tetrowe, które głównie służyły po kąpieli do wycierania dziecka.
9. Zaczepka na pępek. No i tu miałam największy problem, z racji tego że w Polsce tego nie można dostać nigdzie, nawet w aptece. A tutaj są one właśnie w tych pakietach w sklepach, ale nie będę kupować całego pakietu dla jednej zaczepki. Dlatego przy wizycie u położnej zapytałam, gdzie mogę takie coś kupić i okazało się że nigdzie. Ale dostałam od położnej za free taką zaczepkę. Która później i tak nie była mi potrzebna, bo jak rodziłam w szpitalu to już tam mieli coś takiego. Zaczepka była potrzebna gdybym przypadkiem urodziła w domu.
To takie potrzebne minimum, czasami na listach jest więcej rzeczy, ale wymieniłam tutaj te najważniejsze.
