Tym razem chciałabym opisać jak przebiegała moja ciąża.
Pierwszy trymestrO swoich pierwszych objawach ciąży pisałam we wcześniejszym wpisie. Nie miałam większych problemów na samym początku, co można powiedzieć że byłam szczęściarą. Nie do końca tak jednak było i zdażało się że były dni że poprostu się źle czułam. Byłam osłabiona, czasami czułam lekkie mdłości, szczególnie jak zjadłam coś słodkiego. Nagle też poczułam ogromną ochotę na mięso, paczkę kabanosów mogłam wciągnąć praktycznie od razu. Wcześniej nie byłam aż taka fanką mięsa i w restauracji zazwyczaj zamawiałam kurczaka. A tu nagle zażyczyłam sobie żeberka, które zjadłam z największą przyjemnością i tylko zastanawiałam się dlaczego tak mało (a porcja była naprawdę spora). Na śniadania uwielbiałam jeść kanapkę z dżemem, a tu nagle nie miałam na nią ochoty i kończyło się tylko na kanapce z serkiem topionym. Będąc tutaj nauczyłam się również codziennie popołudniu wypijać taki jogurt pitny jako przekąska. A przez całą ciąże jakoś wcale nie mogłam go pić, poprostu mdliło mnie i nie czułam się za dobrze po jogurtach. Wydawało mi się to dziwne bo podczas ciąży powinno się właśnie chyba więcej zjadać nabiałów. Przez te zachcianki na mięso wyrokowano mi chłopczyka, jednak okazało się że takie stare przesądy wcale nie są prawdą.
Poza tym nie mogłam omijać posiłku, bo zwyczajnie robiło mi się słabo a na takie lekkie mdłości najlepiej było właśnie coś przegryźć (najlepiej kabanoska :)). Tylko jeszcze raz zaznaczę u mnie mdłości były sporadyczne. Drażniły mnie też nieco zapachy, właściwie przez calą ciążę byłam na nie jakoś bardziej wyczulona ale bez przesady.
Drugi trymestr
W wielu źródłach można przeczytać że w tym miesiącu jest najłatwiej. Muszę się z tym zgodzić. Bedąc w 4tym i 5tym miesiącu dużo jeździłam, przeprowadzałam się, trochę to u mnie trwało, doszło nawet do tego że przez 2 tygodnie nie miałam gdzie mieszkać więc tułałam się trochę po hotelach. Ale dałam radę i nie było tak źle jak się wydawało. Fakt jest że szybciej się męczyłam, przy pakowaniu musiałam robić przerwę co jakiś czas bo zwyczajnie było mi za ciężko. Trochę też puchły mi nogi, szczególnie jak robiło się gorąco. Również jak było gorąco czułam się nieco gorzej. Także jak za długo siedziałam w jednymi miejscu bolały mnie plecy. Problem z plecami nasilał się z każdym tygodniem.
W tym trymestrze także poczułam pierwsze mocniejsze kopniaczki maleństwa. Zazwyczaj pojawiały się wieczorem. A pierwsze mocniejsze ruchy zaczęłam czuć jakoś w 16tym lub 17tym tygodniu.
Trzeci trymestr
Pracowałam praktycznie do samego końca, tzn do 36 tygodnia ciąży. W tygodniu 30 tym leciałam samolotem do Polski na konferencję oraz krotkie wakacje. Nie było żadnego problemu, nawet jak leciałam samolotem, miałam przygotowaną zgode od położnej na podróżowanie - nikt mnie o nią nie zapytał nawet. Odniosłam wrażenie że nawet nikt ze zauważył mojej ciąży.
Bóle pleców pojawiały się też znacznie cześciej. Samą końcówkę nie wspominam najlepiej, sapałam jak lokomotywa, męczyło mnie dosłownie wszystko. A najgorsze było sznurowanie butów czy ubieranie skarpetek. Ubranie spodni było też nie lada wyzwaniem. Moje stopy nagle były też większe o dwa rozmiary prawie i ledwo mogłam włożyć noge do kapcia a co dopiero do buta. Cały czas śmigałam w trampkach które mi dosłownie pękały w szwach do moich opuchnietych nóg. Poza tym każda czynność w kuchni kończyła się tym że brzuchem zawadziłam, a to o garnek, a to się upaprałam czymś a nawet zdarzyło się że się oparzyłam bo zbyt blisko stałam kuchenki. Brzuch mi ciążył bardzo, nie wiedziałam też jak mogę przeczekiwać te ostatnie dni, bo ani siedzenie, leżenie czy stanie nie należało do najwygodniejszych pozycji. Nie mogłam doczekać się kiedy już będzie koniec tych męczarni. Noce były też nie za ciekawe, właściwie nocne wizyty w toalecie zaczęły być najbardziej uciążliwe w ostatnich tygodniach. Co dziwne w ciągu dnia nie było aż tak źle, ale kiedy nadchodziła noc - wtedy jakbym wypiła hektolitry wody co godzinę czekała mnie wizyta w WC. Dochodziło do tego też że każda pozycja w łóżku była niewygodna, na plecach nie mogłam spać bo brzuch ciężki i mnie dosłownie wgniatało. Na brzuchu z oczywistych racji spać nie mogłam więc pozostawało spanie na boku. Ale tutaj też wesoło nie było bo budziłam się cała ścierpnięta i musiałam przekręcić się na drugą stronę. No i właśnie, gdy człowiek śpi normalnie, to nie kontroluje tego i nie budzi się przy każdym odwrocie. Ja się budziłam, brzuch był tak ciężki że zwyczajnie było mi ciężko zmienić pozycje bez pobudki. A do tego spałam z poduszką między kolanami, bo było tak wygodniej więc i nie mogłam zapomnieć o niej. A poniżej zdjęcie wykonane około 2 tygodnie przed porodem.
Tego dnia kiedy robiłam zdjęcie byłam także u położnej, kiedy moje ciśnienie skoczyło bardzo w górę. Przez cała ciąże miałam ciśnienie prawidłowe, na samym początku bardzo niskie ale to jest normalne. Położna mnie trochę nastraszyła że urodzić mogę lada moment a się okazało że minęło jeszcze trochę czasu.
Przy okazji dopiszę, że w Holandii jak wiadomo rowery są wszędzie. Również kobieta w zaawansowanej ciąży na rowerze to normalne zjawisko. Mnie to bardzo dziwiło i się zastanawiałam jak te kobiety się nie boją. A jak się okazało, ja rowerem jeździłam do samego końca. Nawet 2 dni przed porodem wybrałam się rowerem do sklepu. Zwyczajnie było mi najwygodniej. Jak szłam spacerkiem, było mi ciężko, męczyłam się szybko a na rowerze tak źle nie było. Po porodzie znów długo zwlekałam żeby siąść znów na rower, prawie 8 tygodni.
Podsumowując chciałabym napisać że ja nie rozumiem nad czym są te ochy i achy nad kobietą w ciąży. Ja miałam dość łagodny przebieg ciąży, właściwie żadnych problemów ze zdrowiem. Przez całą ciąże byłam zdrowa, jedynie w 8mym miesiącu się przeziębiłam. Męczyłam się bardzo, ale najbardziej bałam się kaszlu bo miałam wrażenie że zaraz urodze przy każdym kaszlnięciu. Ale nie czułam się jakoś super wspaniale, a bywały dni że poprostu było mi bardzo smutno. Ciężko było ubrać się, a i z ubraniami różnie bo wszystko było nagle przyciasnawe. Na szczęście nie musiałam chodzić w grubej kurtce, jakos wytrwałam w jesiennych kurteczkach których później już nie zapinałam. Ale nie czułam się jakoś specjalnie wyjątkowo w ciąży i też nikt mnie tak nie traktował. Kiedy mój brzuch był już naprawdę bardzo widoczny, wtedy czasem ktoś się do mnie uśmiechnął na ulicy czy w sklepie. Ale cały czas tez towarzyszył mi strach, czy aby napewno wszystko dobrze z maleństwem, wkońcu tak mało wykonywano tutaj badań. Teraz, kiedy już minęło trochę czasu i wkońcu wracam do formy cieszy mnie to że mogę szybciej iść, biec, nie zasapiąc się przy tym jak po maratonie. No i brak ciężaru na brzuchu jest ogromną ulga, teraz głównie cierpią moje ręcę ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz