środa, 8 kwietnia 2015

Wizyty u położnych

Pierwsze wizyty u położnej


Czekała mnie przeprowadzka do innego miasta i nie byłam pewna jak zorganizować sobie położną, gdzie lepiej się zapisać i tym podobne. W Holandii poprostu się wybiera położną, z reguły im bliżej miejsca zamieszkania tym lepiej. Zastanawiałam się również czy nie lepiej przenieść się do Polski na czas ciąży, szczególnie po tym jak zostałam potraktowana na samym początku przez lekarza pierwszego kontaktu. Ale wiedziałam również że skoro już dostałam pracę, to powinnam się z tego cieszyć i nie rezygnować z niej. Dojazdy do Polski na każdą wizytę nie wydawały się dobrym pomysłem w moim stanie. Mniej wiecej w 10tym tygodniu zadzwoniłam do położnej w nowym mieście, tak żeby umówić się na wizytę, ale ona doradziła mi zrobić pierwsze badania USG jeszcze w starym miejscu z racji tego że przeprowadzka czekała mnie dopiero za miesiąc. Jak się okazało badanie USG powinno zostać wykonane w 9tym lub 10tym tygodniu ciąży a następnie powtórzone w tygodniu 12tym. Ważne to jest nie tylko ze względu na samo badanie, ale również dla ubezpieczyciela żeby móc określić termin porodu i datę urlopu macierzyńskiego.


Zdjęcie z 13 tygodnia

Przy pierwszej wizycie, został przeprowadzony ze mną wywiad, czy mam jakieś choroby przewlekłe, również o to czy w rodzinie pojawiały się choroby jak nadcisnienie, uczulenia i tym podobne.Położna (bardzo młoda) niestety kiepsko mówiła po angielsku, na szczęście był ze mna mój chłopak i tłumaczył jak czegoś ona nie potrafiła wyjaśnić. Niestety skutkowało to też tym że ja mając dużo pytań (nawet tych głupich) jakoś o nich zapomniałam i tylko dowiedziałam się najważniejszych informacji na jakich mi zależało. Pierwsze USG było wykonane dla potwierdzenia ciąży oraz ustalenie mniej wiecej terminu porodu. Dostałam również skierowanie na badania krwi ( a jednak jakieś badania robią ! :) ), miedzy innymi na grupe krwi, HIV, żelazo i dwa inne badania. Na badanie krwi wystarczyło się zgłosić rano, między godziną 8ma a 10ta. Nikt nie mówił o byciu na czczo, ale ja sama postanowiłam że lepiej pójść bez śniadania. Kiedy przyszłam na pobór krwi, nie było żadnej kolejki, wystarczyło że weszłam do środka, pielęgniarka odebrała odemnie skierowanie i pobrała krew. Trzebabyło pobrać 5 próbek, za każdym razem przykładała nową próbówkę a ja przy czwartej prawie odlatywałam. Na 5ta próbkę krew nie chciała już lecieć więc mnie lekko postukała w żyłę a mi zrobiło się słabo. Na szczęście nie zemdlałam, ale było już blisko, od razu po pobraniu krwi musiałam coś zjeść bo inaczej bym odjechała całkowicie. Przy kolejnej wizycie, ustalonej na tydzień 12ty, dla kolejnego potwierdzenia terminu porodu, wyniki badań przyszły automatycznie do położnej. Dziwne tutaj jest to że nie chodzi się nigdzie odbierać wyników badań, tylko na skierowaniu napisane jest kto zleca badania i są one wysyłane pocztą elektroniczną do kierującego. Podobnie jest z receptami, recepta jest wysyłana do apteki a delikwent poprostu odbiera leki w wybranej przez siebie aptece. Tak, przy zapisaniu się do lekarza rodzinnego, należy również zapisać się do apteki :) Ale to już takie bardziej dodatkowe informacje.
U mnie nie zgadzaly sie terminy, według ostatniej miesiączki powinnam mieć termin o ponad tydzień późniejszy ale oni na podstawie wielkości maleństwa, stwierdzili że tak jest napewno. Urodziłam dwa dni po wyznaczonym terminie. Tak właściwie później to już nie ma znacznia czy tydzień w tą czy tą. Przy drugim USG maleństwo też jakby zaczęło sobie podskakiwać beztrosko, co było naprawdę niesamowite. Za każdym razem na to wspomnienie pojawiał mi się uśmiech na twarzy.

Po przeprowadzce do Groningen, zapisałam się do położonej właśnie tutaj. Mieszkanie udało mi się znaleźć bardzo blisko szpitala, a także moja praca była na uczelni tuż przy szpitalu więc nie mogłam zrobić nic innego jak zapisać się tutaj do położnej. Jak się okazało położnych było kilka i podzielone były na dwie grupy. W każdej grupie jest ok. 5 położnych i ja przy kolejnej wizycie spotykałam się z inną, tak żeby móc je wszystkie poznać. Została założona mi karta ciąży która była papierową teczką i tam były zapisywane terminy wizyt a wyniki z badań (ciśnienie, waga i położenie dziecka) były drukowane na kartce, po jakimś czasie dopisywane.

Wizyty u położnych

Właściwie każda wizyta wyglądała podobnie. Napoczątku odbywały się one co 4 tygodnie, po skończonym tygodniu 30tym ciąży wizyty były już co 2-3 tygodnie a po 36tygodniu już co tydzień. Bardzo ważne tutaj jest kolejne USG w tygodniu 20tym. Nacisk na to kładą tutaj ogromny, dostaje się dodatkowe broszury informacyjne i zaznaczają żeby umówić się na badanie także z wyprzedzeniem. Czasami odnosiłam wrażenie że jak by mi się zapomniało i to badanie było w tygodniu 21ym to by mnie rozstrzelano na miejscu :) Takie badanie trwało też najdłużej - około pół godziny. Maleństwo zostało zbadane z każdej strony, to czy wszystkie narządy rozwijają się prawidłowo, jak serduszko, nerki, żołądek. Przy sercu nawet można było dostrzec jak przepływa krew, gdzie wpływa a gdzie wypływa. Niesamowity widok. Sprawdzone zostały również wymiary, jak średnica główki, wielkość dziecka ( ale nie waga, wagi ani razu mi nikt tutaj nie szacował!) oraz długość uda. Dowiedziałam się również płci dziecka :) Chociaż było to nie do końca jasne, okazało się że będzie dziewczynka i takie przewidywania się sprawdziły. Cieszyłam się bardzo że jednak dziewczynka :) Na drugi dzień kupiłam dwie sukieneczki :)
Kolejne USG miałam dopiero w tygodniu 28tym, ale tylko dlatego że podczas wizyty położna nie mogła dobrze wyczuć dziecka i zmartwiła się że mogę mieć cukrzyce ciążową. Dostałam skierowanie na badanie i na USG. A że udało się to USG zrobić zaraz na drugi dzień i okazało się wszystko wporządku to nie musiałam już robić testu na cukrzyce.
Nie napisałam wkońcu jak wygladała każda wizyta. Mniej wiecej kolejność była taka:
- rozmowa jak się czuje, czy wszystko w porządku, mogłam również zadać jakieś swoje pytania,
- zmierzenie ciśnienia,
- ważenie, ale właściwie równie dobrze mogłam sama powiedzieć ile ważę i nie musiałam robić tego koniecznie u położnej,
- kładzenie się na kozetce, gdzie położna najpierw macała brzuch, oceniała jak jest położone dziecko, potrafiła powiedzieć gdzie są rączki a gdzie nóżki i głowka,
- sprawdzenie tętna dziecka, jak dla mnie było to jakby mini usg które przykładało się do brzucha i można było słyszeć szum plus właśnie bijące serduszko a czasem nawet kopniaka,
- na tym wizyta sie kończyła. 
Każda kolejna wizyta wyglądała identycznie, na około dwa miesiące przed porodem został ze mną omówiony również plan porodu. W tygodniu 34tym również miałam badanie USG aby ocenić czy dziecko ułożone jest główką do dołu i to było moje ostatnie USG. Czyli w sumie miałam 5 badan USG, a standarowo miałabym 4. W tygodniu 26tym miałam powtórzone badana krwi, do końca nawet nie wiem co było sprawdzane, ale wszystko było w porządku.
W każdej chwili też mogłam zadzwonić do położnej i zapytać w razie wątpliwości czy umówić się na wizytę. Ale jakoś nie było to potrzebne, mój jedyny telefon wykonałam jak zaczął się prawdziwy poród. 

Położne po porodzie

Przy okazji opisu położnych muszę wspomnieć jak wyglądało to już po porodzie. Odnośnie samego porodu pojawi się wpis. Otóż po porodzie miałam wrażenie jakby bardziej się mną zaczęto interesować. Położna pojawiała się mniej wiecej co drugi dzień. Przychodziła właściwie bez umówienia się, poprostu nagle pojawiała się w domu. Ja byłam nieco otępiała i te wizyty były jak dla mnie czasami jak przez mgłę. Głównie pytali mnie jak się czuje, czy wszystko wporządku. Na 5 dni po porodzie położna zdjęła mi dwa szwy, na moją prośbę. Pomimo że szwy były rozpuszczalne, wolałam jednak żeby mi je zdjęli. Poszło bardzo szybko i poczułam wtedy też lekką ulgę. Również pytali jak mi idzie z karmieniem piersią. O tym także pojawi się inny wpis. Położne przychodziły mniej wiecej co 2-3 dni przez pierwsze 10 dni po porodzie. Na ostatniej wizycie pojawiła się ta sama położna która była obecna przy porodzie. Powspominałyśmy jak to było, porozmawiałyśmy też o antykoncepcji, uświadamiała mi że z kolejnym dzieckiem należy poczekać itd. Dostałam też informacje o stowarzyszeniu matek i tym podobne. Na moją prośbę również spojrzała czy wszystko goi mi się prawidłowo po porodzie. 
Następnie w 6tym tygodniu połogu, czyli ostatnim musiałam się również umowić na wizytę ale już sama miałam przyjść do gabinetu. Znów była rozmowa, jak sobie radze, jak się czuję, jak maleństwo. Ale głównie ja byłam pod lupą. Poprosiłam też aby sprawdzić jeszcze raz moje rany poporodowe, z racji tego ze dalej miałam lekkie bóle. Sprawdziła mi również położna czy macica się obkurczyla prawidłowo.

Przez całą ciążę nie widziałam tutaj ginekologa ani razu. Nikt też nie wysyłał mnie na cytologię, ani inne badania. Jak wspomniałam że w Polsce dostaje się zaproszenie na cytologię w wieku 25 lat było ogormne zdziwienie. Tutaj ponoć dostaję się w wieku lat 30tu. Zobaczymy :)
Położne wydawało się że wiedzą co robią, pomimo że niektóre wyglądały bardzo młodo, potrafiły określić pozycje płodu. Mnie to dziwiło, ponieważ ja sama nigdy nie wiedziałam po czym poznać gdzie nóżka a gdzie rączka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz